Po 15 minutach dziewczyny do nas wróciły. Cały dzień zleciał nam na plażowaniu, pływaniu i ogólnie rzecz biorąc wygłupach. Kiedy wróciliśmy do domku była 22.
-Dasz się zaprosić na spacer? - zapytałem.
- Z przyjemnością Panie Styles - odpowiedziała, łapiąc mnie pod ramię.
Kiedy szliśmy brzegiem zapytała:
-Gdzie tak właściwie idziemy? Byłeś tu wcześniej?
- Byłem, a gdzie idziemy , to niespodzianka - kiedy byłem przy niej stado motylków pojawiało się w moim brzuchu.
- Po co ci gitara?
- To część mojej niespodzianki. - byliśmy na miejscu. Był to stary domek na drzewie, z czasów mojego dzieciństwa. Znałem to miejsce jak własną kieszeń, bo przyjeżdżałem tu z mamą i Gemmą, kiedy byłem mały. Pomogłem Cami wejść do środka. Usiedliśmy wygodnie, na czymś w rodzaju balkonu. Zacząłem grać moją ulubioną piosenkę - Wonderwall :
And all the roads we have to walk are winding
And all the lights that lead us there are blinding
There are many things that I would
Like to say to you
But I don't know how
I said maybe
You're gonna be the one that saves me
And after all
You're my wonderwall
Tłumaczenie:
Wszystkie drogi, którymi musimy iść są kręte
Wszystkie światła, które prowadzą nas tam są oślepiające
Jest wiele rzeczy, które chciałbym
Ci powiedzieć
Ale nie wiem jak
Powiedziałem, że może
Będziesz tą, która mnie uratuje
I mimo wszystko
Jesteś moim marzeniem.
Nie potrafiłem się powstrzymać i po prostu ją pocałowałem. Siedzieliśmy tam trzymając się za ręce.
- Harry. Ja... ja się chyba w tobie zakochałam. - jej błękitne oczy patrzyły prosto na mnie.
- Cami, przy tobie czuję się inaczej niż przy innych dziewczynach. Sprawiasz, że jestem szczęśliwy. - Całowałem ją coraz namiętniej.
Siedzieliśmy tam całą noc patrząc w gwiazdy. Obejmowałem ją swoim ramieniem. Szczerze mówiąc pragnąłem jej ciała, jej bliskości. A to, że kazała mi czekać tylko wzbudzało we mnie pożądanie. O 7:00 wracaliśmy, śmiejąc się. Natknęliśmy się na grupkę naszych znajomych.
- No proszę, proszę nasze gołąbeczki - rzucił Lou.
Nialler znowu stał taki osowiały i się ne odzywał.
#Oczami Camil#
-Gdzie to się było całą noc- zapytała Mary.
- W siódmym niebie- odpowiedział Loczek obejmując mnie swoim ramieniem.
-Dziś jedziemy na koncert! - powiedział entuzjastycznie Zayn. - zbierajcie się.
Poszliśmy do naszego domku, żeby się przebrać. Stałam przed szafą kiedy nagle poczułam na swojej talii ciepłe dłonie, dłonie Harre'ha.
- Camil, mam do ciebie jedno pytanie- powiedział nie zdejmując rąk z mojej talii -czy, możemy spróbować, no wiesz być razem?
- Oj Harry, Harry - powiedziałam- czy to wszystko nie dzieje się za szybko? Znam cię od trzech dni, a mam wrażenie że to już całe lata.
-Zgadzam się.- serce zabiło mi mocniej, a Loczek zaczął całować mnie po szyi.
Zaczął zdejmować ze mnie bluzkę.
- Hazz, nie możemy, nie teraz.- pragnęłam go, jego ust, jego ciała. Ale musieliśmy jechać na koncert. Co by było gdyby przypadkiem któreś z naszych znajomych weszło żeby nas ponaglić i zastało nas w takiej sytuacji? Wolę nie wiedzieć.
Harry się opanował. Założyłam niebieską sukienkę, a do tego siwe Vansy.
Zeszliśmy na dół i podąrzaliśmy w stronę samochodu. /później postaramy się coś dodać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz